Ścieżki rowerowe, Bałtyk, nowe doświadczenia, upał, ulewy, czyli relacja z trasy rowerowej wzdłuż wybrzeża Bałtyku R10. Przeczytaj, jak pierwszy raz wybraliśmy się na kilkudniową trasę rowerową, ujęłam w tym wpisie opis trasy, nasze odczucia, dane trasy itd. Zapraszam 🙂
Najważniejsze informacje w skrócie:
- nasz realny dystans od granicy z Niemcami do granicy z Rosją: 641,3 km,
- nasz dystans od Świnoujścia, do wschodniej granicy i powrót do Gdyni: 736 km,
- aplikacja ze szlakiem: mapy.cz,
- dni jazdy: 8,5,
- nawierzchnia: szuter, ścieżki leśne, asfalt, kostka chodnikowa, płyty betonowe, piach,
- ocena oznakowania trasy: 3/5
- ocena widoków: 4/5
Jaką trasę pokonaliśmy?
Przejechaliśmy szlak rowerowy od granicy polsko-niemieckiej w Świnoujściu przez Półwysep Helski aż do granicy polsko-rosyjskiej w Piaskach, czyli przejechaliśmy całe możliwe wybrzeże Bałtyku w Polsce. Dystans od granicy do granicy (razem z każdym dojazdem do noclegów itp.) wyniósł nas 641,3 km. Oczywiście z granicy musieliśmy jeszcze wrócić do Gdyni i łącznie z tym powrotem stuknęło nam 736 km przejechanych na rowerze.
Była to dla nas pierwsza taka długa podróż rowerem, więc nie za bardzo wiedzieliśmy, ile kilometrów będziemy dziennie pokonywać i czy w ogóle uda nam się przejechać całość. Dlatego jedyne, co mieliśmy zaplanowane to pociąg powrotny z Gdyni i ostatni nocleg właśnie w Gdyni. Nie wiedzieliśmy, w jakich miastach będziemy się zatrzymywać na noc. W głowie mieliśmy zaplanowane cztery możliwości przejechania tej trasy:
- od Świnoujścia do Gdyni (najkrótsza wersja),
- od Świnoujścia przez półwysep Helski do Gdyni,
- od Świnoujścia aż do granicy polsko-rosyjskiej i powrót do Gdyni (bez półwyspu Helskiego),
- od Świnoujścia przez półwysep Helski do granicy polsko-rosyjskiej i powrót do Gdyni.
Nie napotkaliśmy żadnych trudności po drodze, takich jak poważna kontuzja czy całodziennych ulew i co najważniejsze, nasza kondycja pozwoliła nam na przejechanie średnio 88 km dziennie. Więc udało nam się przejechać na rowerze tą najdłuższą wersję i jesteśmy z tego faktu bardzo zadowoleni.

Noclegi
My przejechaliśmy Bałtyk rowerem pod koniec maja, czyli chwilę przed rozpoczęciem sezonu turystycznego nad polskim morzem. To pozwoliło nam na znalezienie noclegów z dnia na dzień w przystępnych cenach. Średnia cena naszego noclegu wyniosła 179,30 zł/noc za 2 osoby. Każdy nocleg (oprócz pierwszego i ostatniego) rezerwowaliśmy dokładnie tego samego dnia, gdy już wiedzieliśmy, do jakiego miejsca mniej więcej dojedziemy. Standardowo korzystaliśmy z serwisu Booking.com. Poniżej wypisałam miasta, w których spaliśmy i podlinkowałam te noclegi, które są godne polecenia.
Nasze noclegi na trasie rowerowej wzdłuż Bałtyku:
- Międzyzdroje – nocleg był bardzo czysty. Bezpieczeństwo zapięcia rowerów oceniam na 3/5,
- Dźwirzyno,
- Darłowo – bardzo czysto, miło, byliśmy jedynymi gośćmi. Bezpieczeństwo zapięcia rowerów 4,5/5,
- Rowy,
- Białogóra – nocleg dosłownie na szlaku rowerowym EuroVelo, bardzo czysto, a rowery mogliśmy zostawić na korytarzu w budynku,
- Jastarnia – bardzo czysto, wspólna kuchnia na piętrze, na rowery było specjalnie wydzielone pomieszczenie gospodarcze zamykane na drzwi,
- Gdańsk,
- Krynica Morska,
- Gdynia,
Koszt przejechania szlaku rowerowego wzdłuż Bałtyku w 9 dni
Wszystkie koszty są podane na 2 osoby:
- Komunikacja miejska (dojazd pociągiem do Gdyni i powrót pociągiem ze Świnoujścia, jeden przejazd pociągiem SKM z Gdańska do Gdyni oraz prom na Wiśle) – 331,40 zł
- 9 noclegów – 1613, 60 zł
- Jedzenie na mieście (obiady i desery) – 1016,97 zł
- Zakupy spożywcze (na śniadania i przekąski) – 465,49 zł
- Bilety do parku narodowego – 18 zł
- Inne (toalety i zakupy w aptece) – 21,50 zł
Razem wydaliśmy na tę podróż 3 466,96 zł, co uważam, że jest całkiem rozsądną kwotą. Wydatki można dużo zmniejszyć, np. śpiąc pod namiotem i jeść mniej gofrów 😉
Mapa szlaku rowerowego wzdłuż Bałtyku R10
Wklejam tutaj mapkę z mapy.cz z naszym dokładnym śladem GPS, a poniżej dokładnie opiszę naszą trasę dzień po dniu. Niestety w kilku miejscach zastopowała mi się aplikacja – tam, gdzie można zobaczyć krótkie luki na zaznaczonym śladzie GPS (ominięte przez aplikację kilometry dodałam w tytule trasy z danego dnia). A czas przejazdu z każdego dnia, to czas wyjazdu z noclegu aż do dojazdu na następny nocleg, ale bez czasu, który spędziliśmy w restauracji na obiedzie, wtedy klikałam pauzę 🙂
Jak klikniesz na mapie przycisk „Pokaż na mapy.cz”, to mapa otworzy Ci się w nowym oknie na stronie mapy.cz i zobaczysz dane dotyczące każdego etapu trasy.
Przebieg trasy
Był to nasz pierwszy długodystansowy, kilkudniowy szlak rowerowy, więc opis trasy i nasze odczucia są na podstawie bardziej zwykłych rowerzystów niż pasjonatów kolarstwa, którzy codziennie przemierzają dziesiątki kilometrów na rowerze 😉 Poniżej opisałam trasę R10, aby mniej więcej przybliżyć ten szlak dla osób, które również planują się na niego wybrać i aby mogły sobie zobrazować, jak ta trasa wygląda.
1. Świnoujście – granica polsko-niemiecka – Międzyzdroje 30,5 km
Do Świnoujścia dojechaliśmy pociągiem o godzinie 15, więc pierwszego dnia przejechaliśmy mało kilometrów. Był to idealny dzień na rozruszanie się i wpadnięcie w rytm długiego pedałowania. Po wyjściu z dworca kolejowego naszym pierwszym celem było dostanie się do granicy polsko-niemieckiej. Z dworca mogliśmy od razu wyruszyć na wschód, ale nie chcieliśmy pomijać tego małego kawałka, chcąc zaliczyć całe wybrzeże. Aby dostać się do granicy, najpierw udaliśmy się na przeprawę promową przez rzekę Świnę. Znajduje się ona zaraz naprzeciwko dworca kolejowego, jest darmowa i trwa niecałe 10 minut. W Świnoujściu do granicy kierowaliśmy się najszybszą możliwą ścieżką, a stamtąd już wjechaliśmy na oficjalną trasę rowerową R10, Eurovelo 10 i 13. Od granicy przez całe Świnoujście prowadzi świetna, płaska ścieżka rowerowa, ale niestety wiele osób spaceruje po niej, ignorując chodnik, który znajduje się tuż obok.


Następnie znowu udaliśmy się na przeprawę promową, przejechaliśmy kilka kilometrów przez Warszów i wjechaliśmy do Lasu Międzyzdrojskiego. Pierwsze kilka kilometrów aż do Podziemnego Miasta na wyspie Wolin były dość wymagające – na wąskiej ścieżce leżały kamienie, ubity piach. Dalej ścieżka już była przyjemniejsza, była szersza, piasek był tylko w niektórych miejscach, ale momentami były górki. Dojechaliśmy do wzniesienia 8%, za którym znajduje się najlepszy fragment ścieżki tego dnia, czyli nowy odcinek bardzo przyjemnej leśnej ścieżki, położonej tuż przy samym morzu, którą jechaliśmy aż do Międzyzdrojów, gdzie mieliśmy nasz pierwszy nocleg.
2. Międzyzdroje – Dźwirzyno 83,7 km
Od razu za Międzyzdrojami wjechaliśmy do Wolińskiego Parku Narodowego. Byliśmy tam z samego rana, kasy były zamknięte i prawie nikogo nie było, więc nie byliśmy pewni, czy musimy kupić bilet do Parku. Ostatecznie kupiliśmy go online. Można to zrobić online na tej stronie internetowej. Bilet normalny kosztuje 9 zł za osobę. Przejazd rowerem przez Woliński Park Narodowy był bardzo przyjemny dzięki otaczającej nas naturze, a szeroka, szutrowa ścieżka dodatkowo uprzyjemniała trasę. Pomiędzy Warnowem a Wisełką jechaliśmy po trochę dziurawej jezdni. Myślę, że to jeszcze teren Parku, pewnie dlatego ruch samochodowy był tam znikomy. Na ławce przy jeziorze Czajcze zatrzymaliśmy się na mini śniadanie i serdecznie polecam to przyjemne miejsce.



Kolejny odcinek, aż do Łukęcina, pokonaliśmy nowo wyglądającą ścieżkę rowerową wzdłuż drogi. Stamtąd ruszyliśmy przyjemną leśną ścieżką do Pobierowa, gdzie zjedliśmy pyszny obiad w restauracji Domowe obiady u Agaty. Szczególnie polecam barszcz.
Następnie poruszaliśmy się głównie ścieżką rowerową wzdłuż drogi, mijając kilka mniejszych miejscowości. Między Niechorzem a Pogorzelicą czekał nas bardzo przyjemny odcinek wzdłuż torów kolejowych. Potem wjechaliśmy na nasz ulubiony typ trasy, czyli długą ścieżkę prowadzącą przez las. Do Mrzeżyna jechaliśmy głównie szutrową leśną drogą, a stamtąd aż do Dźwirzyna ostatnie kilometry tego dnia przejechaliśmy super ścieżką rowerową przy drodze.
To był pierwszy dzień z taką dużą ilością kilometrów podczas tej wyprawy i ostatnie kilometry do Dźwirzyna pokonywałam resztkami sił.

3. Dźwirzyno – Darłowo 93,8 km
Trzeci dzień rozpoczęliśmy w Dźwirzynie, skąd jechaliśmy aż do Kołobrzegu bardzo przyjemną ścieżką rowerową – najpierw przy drodze, a następnie przez las. W Kołobrzegu znajduje się świetna ścieżka rowerowa prowadząca typowo przez miasto. Za Kołobrzegiem zaczęliśmy najbardziej zatłoczony odcinek trasy, prowadzący aż do Ustronia Morskiego. Mimo tłoku, ten odcinek ścieżki rowerowej był naprawdę świetny – prowadził przez las, a momentami można było dostrzec Bałtyk. W Ustroniu Morskim było baardzo dużo ludzi i w centrum miasta pominęliśmy oznaczenia szlaku (jeśli w ogóle tam były) i na moment się zgubiliśmy, przez przypadek wjeżdżając w największy tłum. Z Ustronia Morskiego ruszyliśmy najpierw ścieżką przez las, a następnie jezdnią, mijając wieś Pleśna. Dojechaliśmy do Gąsek, gdzie najpierw przez ok. 0,5 km jechaliśmy naprawdę bardzo dziurawą szutrową drogą (było to szczególnie odczuwalne ze względu na ból pośladków), a następnie mijaliśmy roboty drogowe na głównym skrzyżowaniu. Dalej, ścieżką rowerową wzdłuż drogi, dojechaliśmy do pola, przez które prowadziła bardzo przyjemna asfaltowa ścieżka rowerowa. Przejechaliśmy przez Sarbinowo i lasem dojechaliśmy do Chłopów, za którymi zrobiliśmy sobie przerwę przy południku 16°. Tuż przed Mielnem jechaliśmy gładką ścieżką rowerową przez las między imponująco wysokimi bukami – ten widok zapamiętamy na długo. W Mielnie zjedliśmy obiad w smacznej restauracji Knajpa PRL – polecamy przepyszne pierogi z mięsem z dziczyzny.
Za centrum Mielna wjechaliśmy na szutrową drogę, która biegnie wokół jeziora Jamno przez ok. 5-6 kilometrów. To bardzo nieprzyjemna, wyboista i wąska droga. Następnie, aż do Osieków przez Łazy, jechaliśmy już fajną ścieżką rowerową wzdłuż drogi w lesie. Dalej wjechaliśmy na szutrową drogę rowerową przez pole, która przez ok. 2-3 kilometry prowadziła do wsi Rzepkowo. Tam złapała nas mocna ulewa, ale na szczęście w tym momencie byliśmy akurat przy zadaszonym przystanku, gdzie mogliśmy się schronić. Już ostatnie ok. 20 km tego dnia do Darłowa przejechaliśmy płaską, chociaż momentami dość wąską, ścieżką rowerową przy drodze otoczoną polami.




4. Darłowo – Rowy 65,6 km
Gdy w dzień czwarty szykowaliśmy się do wyjechania z naszego noclegu, przygotowując rowery do jazdy, rozpadał się deszcz. Na szczęście zaczęło padać dwie minuty przed naszym wyjazdem z pensjonatu, więc mogliśmy chwilę przeczekać. Dzień zaczął się nieco pechowo, ale po około 30 minutach w końcu wyjechaliśmy. Z Darłowa wjechaliśmy od razu na bardzo nieprzyjemną ścieżkę z nierównych, dziurawych płyt, która prowadziła między jeziorem Kopań a morzem przez około 6-7 kilometrów. Dalej ścieżka wciąż prowadziła wzdłuż jeziora Kopań, ale nierówna nawierzchnia zmieniła się w przepiękną, asfaltową ścieżkę rowerową prowadzącą przez las sosnowy aż do wsi Wicie, w której znajduje się kamień wyznaczający geograficzny środek polskiego wybrzeża.


Stamtąd ruszyliśmy ścieżką rowerową wzdłuż drogi przez kilka kilometrów do Jarosławca, gdzie ponownie złapał nas deszcz. Następnie, niestety, dotarliśmy do kolejnego jeziora – Wicko. Zgodnie z naszymi przypuszczeniami, ścieżka przy jeziorze była w złym stanie – wąska, szutrowa droga wśród krzaków. Następne kilkanaście kilometrów to w większości były ścieżki poprowadzone przez pola. Temperatura przekraczała 30°C, a my jechaliśmy w pełnym słońcu, więc było to dla nas wyzwanie. Później wjechaliśmy na ścieżkę rowerową wzdłuż drogi wojewódzkiej, otoczoną polami i pozbawioną cienia, którą dojechaliśmy aż do Ustki.


Za Ustką jechaliśmy przyjemną drogą w lesie, momentami wyboistą, najpierw ścieżką szutrową, kawałek ułożoną z dużych płyt, a następnie asfaltową drogą rowerową. Od Dębina do Rowów prowadziła droga rowerowa wytyczona na ulicy, otoczona lasami, które dawały przyjemny cień.
Przez cały dzień uciekaliśmy przed burzą, która według aplikacji pogodowej miała nadejść po południu/wieczorem. Z tego powodu zrobiliśmy tego dnia mniej kilometrów – tak zarezerwowaliśmy nocleg, aby właśnie uniknąć tej burzy. Gdy już dojechaliśmy do Rowów, niebo było całkowicie niebieskie i słoneczne. No cóż, mogliśmy tego dnia przejechać więcej kilometrów, ale przynajmniej mogliśmy pójść wcześniej spać tego dnia.


5. Rowy – Białogóra 94 km
Muszę od razu zaznaczyć, że był to najgorszy odcinek tego szlaku rowerowego i był to najgorszy dzień ze względu na stan ścieżki rowerowej, ale zacznijmy od początku. Zaraz po wyjeździe z Rowów ścieżka rowerowa była pokryta piaskiem i błotem (pewnie przez deszcz w nocy). A następnie przez ok. 8 kilometrów na skraju Słowińskiego Parku Narodowego jechaliśmy na bardzo nierównych płytach ażurowych okrążając jezioro Gardno. Dalej wjechaliśmy na ścieżkę pokrytą dużymi, równymi płytami (ten odcinek wyglądał na nowy) i jechaliśmy także ulicą, gdzie przejechaliśmy przez 3 wsie: Wysoką, Gardnę Małą i Gardnę Wielką. Następnie znowu nierówne płyty wokół łąk, bardzo krótki odcinek pięknym bukowym lasem, a potem ok. 1 kilometr szutrową drogą do Smołdzina. Była to końcówka maja, a tego dnia było wyjątkowo gorąco, co dawało nam popalić. Od Smołdzina przez kilka kilometrów bardzo przyjemnie się jechało, ponieważ powierzchnia w końcu przez dłuższy odcinek była bez dziur, szutru itp. Trasa rowerowa prowadziła na jezdni wokół pól, gdzie było dużo drzew, które rzucały przyjemny cień.


Zauważyłam, że szlak rowerowy momentami (czasami bardzo długimi odcinkami) nie był w ogóle oznaczony, oznaczenia nagle urywały się pomimo wielu zakrętów po drodze. Już w tamtym momencie mogliśmy stwierdzić, że nie da się przejechać tego szlaku kierując się tylko oznaczeniami na trasie rowerowej, potrzebna jest aplikacja z mapą.
Dalej między Wierzchocinem a Równo przejeżdżaliśmy drogą przez las, skąd następnie wjechaliśmy na szutrową drogę przez pole prowadzącą przez 2,5 km. W Główczycach wjechaliśmy na asfaltową drogę z małym ruchem samochodowym, dzięki czemu bardzo przyjemnie się jechało po płaskim. A w Izbicy znowu wjechaliśmy na szutrową drogę, którą jechaliśmy 2,5 km.

We wsi Gać wjechaliśmy na teren Słowińskiego Parku Narodowego, który był najdłuższym pięciokilometrowym odcinkiem na tej trasie. A dlaczego? Ponieważ nie dało się po nim jechać, za to ciągnęliśmy rower przez głęboki piach. A gdy już się natrafiliśmy na zbity kawałek piachu, po którym można było jechać na rowerze, po kilku metrach znów wpadaliśmy w suchy piach i musieliśmy zsiadać z roweru. Odcinek ten jest oznaczony jako planowany do renowacji, ale z tego, co udało mi się znaleźć w Internecie, to w zeszłym roku też już był tak oznaczony… Naprawdę wstyd dla Polski za taką międzynarodową trasę rowerową, która była nieprzejezdna rowerem! Nie chcę tu za bardzo narzekać, ale oprócz tego, że nie dało się jechać, to jeszcze nie dało się ustać w miejscu w spokoju przez ogromną ilość much, które cały czas nas atakowały…

Po wyjeździe ze Słowińskiego Parku Narodowego w Żarnowskiej przez ok. 5 km prowadziła szutrowa ścieżka pomiędzy jeziorem Łebskim a polami. W Łebie wymęczeni zjedliśmy wyczekiwany obiad w knajpce Czary & Mary. Serwowali tam przeeeepyszne kebaby zarówno w opcji wege i mięsnej, a w sezonie oferują również pizze i burgery.
Od Łeby podłoże trasy często się zmieniało – raz jechaliśmy ulicą, raz leśną ścieżką i niestety trafiały się krótkie odcinki z samym piaskiem. W Sasinie miło zaskoczyła nas nowiutka, płaska, krótka ścieżka rowerowa prowadząca do Osetnika.
W Osetniku, naszym zdaniem, znajduje się jedna z najpiękniejszych latarni morskich nad polskim morzem – Latarnia Morska Stilo. My tym razem ją sobie odpuściliśmy, ale jeśli jeszcze jej nie widziałeś, to koniecznie zjedź kawałek ze szlaku, wejdź na górkę i ją zwiedź lub chociaż zobacz z zewnątrz.

W zeszłym roku spędziliśmy krótkie workation w Lubiatowie i zwiedzaliśmy jego okolicę rowerami. Pamiętaliśmy, że między Osetnikiem a Lubiatowem była bardzo przyjemna leśna ścieżka z kruszywa, na której można się było dobrze rozpędzić. Niestety w tym roku ta ścieżka wyglądała trochę inaczej, nie dało się rozpędzić, ponieważ tutaj też co kilkaset metrów wjeżdżaliśmy w suchy piach, który leżał na ścieżce. W Lubiatowie trochę zjechaliśmy z oficjalnej ścieżki i podjechaliśmy na plażę. Tam dotarło do mnie, że gdybyśmy nie zjechali ze ścieżki, to tego dnia w ogóle nie widzielibyśmy morza.
Na koniec dnia wjechaliśmy na najlepszy fragment trasy, prowadzący od Lubiatowa do Białogóry. Szeroka szutrowa droga w sosnowym lesie.

6. Białogóra – Hel – Jastarnia 92 km
Dzień szósty zaczął się cudownie. Z Białogóry jechaliśmy perfekcyjną, piękną, szeroką, szutrową drogą przez las, w którym przebijało się poranne światło. Warto zatrzymać się przy moście, pod którym przepływa rzeka Piaśnica, wpływająca kawałek dalej do Bałtyku. Za Dębkami ścieżka leśna była podobna, choć w nieco gorszym stanie — więcej kamyków i piasku. Od Karwieńskiego Błota Drugiego do Karwieńskiego Błota Pierwszego droga rowerowa biegła ulicą, przy której dostrzegliśmy sporo bocianich gniazd, a nawet w niektórych przesiadywały bociany.

Zaraz za Karwieńskim Błotem Pierwszym oficjalny szlak EuroVelo 10/13 skręca i prowadzi “na skróty” do Pucka, omijając Jastrzębią Górę, Chłapowo, Władysławowo i Półwysep Helski. My na oficjalne EuroVelo 10/13 wjedziemy z powrotem w Pucku, ponieważ nie chcemy ominąć żadnego fragmentu wybrzeża. Dalej jedziemy trasą łącznikową R10, a na Półwyspie Helskim trasą “R10 Mierzeja Helska”
Aż do Władysławowa jechaliśmy gładką, asfaltową ścieżką rowerową, choć w okolicach Chłapowa miejscami przebijały się przez nią korzenie.
Półwysep Helski
Tak właściwie to skąd zrodził się w nas pomysł przejechania całego wybrzeża Bałtyku rowerem? Poprzedniej wiosny przejechaliśmy cały półwysep helski w dwie strony w ciągu jednego dnia – to była dla nas pierwsza taka długa jednodniowa trasa rowerowa. To właśnie wtedy odkryliśmy, że jesteśmy w stanie przejechać tyle kilometrów w jeden dzień na rowerze, i zrodził nam się pomysł przejechania całego wybrzeża Bałtyku.
Wracając do opisu trasy: zaraz po wyjeździe z Władysławowa mijaliśmy “licznik”, który pokazuje, ilu rowerzystów przejechało tamtędy danego dnia – świetna inicjatywa. Początek Półwyspu Helskiego, aż do Chałup, przywitał nas wyboistą ścieżką rowerową poprowadzoną na chodniku z kostki chodnikowej. Dalej ścieżka już była w bardzo dobrym stanie, z wyjątkiem odcinka ułożonego z nierównych płyt między Juratą a Jastarnią. Zaletą Półwyspu Helskiego jest to, że jest tutaj bardzo płasko, poza jednym odcinkiem na samym jego końcu. To ośmiokilometrowy fragment leśnej ścieżki tuż przed samym Helem, z mnóstwem małych pagórków. Jechało się tamtędy bardzo przyjemnie – w cieniu i dodatkowo z dwóch stron byliśmy otoczeni lasem. W Helu dojechaliśmy do symbolicznego początku Polski. Później już tylko wróciliśmy się do Jastarni, gdzie mieliśmy nocleg, dokładnie tą samą drogą.



7. Jastarnia – Gdańsk 88,6 km
Siódmego dnia musieliśmy najpierw “wydostać się” z Półwyspu Helskiego i zrobiliśmy to dokładnie tą samą ścieżką, którą wjechaliśmy na Półwysep (nie ma tam innej trasy rowerowej). Ten dzień minął nam bardzo szybko. Od Władysławowa do Pucka ścieżka rowerowa w większości biegła przy chodniku z kostki chodnikowej z krótkim odcinkiem szutrowej drogi. Do Błądzikowa jechaliśmy gładką, asfaltową ścieżką rowerową, biegnącą przez pola. Dalej jechaliśmy szutrową drogą, a potem wjechaliśmy do lasu, gdzie łatwo zbłądzić z trasy R10 ze względu na brak oznaczeń. W tym lesie najpierw trafiliśmy na wyboistą, wąską drogę, a później na normalną, szeroką leśną ścieżkę tuż przy zatoce. Po wyjeździe z lasu pojawiły się oznaczenia trasy i kawałek do Rzucewa prowadziła szutrowa droga.

Dalej jechaliśmy jezdnią, a dokładniej piękną i przyjemną Aleją Lipową. Później podróż stała się mniej przyjemna – przez kilka kilometrów, na skraju rezerwatu Beka, jechaliśmy po bardzo nierównych płytach betonowych. Następnie bardzo długą asfaltową ścieżką rowerową, w Mostach dziurawą ulicą, a w Michelinkach okropną szutrową drogą z miejscami bardzo głębokim i suchym piaskiem. Po krótkim odcinku przez las wjechaliśmy na bardzo fajną asfaltową drogę rowerową wśród pól. Potem od Kosakowa już do Gdyni ścieżka rowerowa biegła wzdłuż głównej drogi. W centrum Gdyni skręciliśmy w stronę morza, gdzie jechaliśmy około 2 kilometry wzdłuż nabrzeża. W Gdyni zwróciliśmy uwagę na prawie całkowity brak oznaczeń szlaku rowerowego. Dalej kolejno ścieżką rowerową przy głównej drodze, a potem zjechaliśmy w stronę wybrzeża w Orłowie. Krotki odcinek pokonaliśmy parkiem, a następnie znowu przy głównej drodze. W Sopocie jechaliśmy kilka kilometrów Aleją Franciszka Mamuszki, blisko morza. Na początku Gdańska wstąpiliśmy na jedne z najlepszych burgerów, jakie jedliśmy w życiu! Będąc w okolicy, koniecznie wstąp do Burger Story. Kawałek dalej czekał na nas już nasz nocleg.
8. Gdańsk – Krynica Morska 73,5 km
Ósmy dzień zaczęliśmy od przejazdu przez Gdańsk, bardzo długą kilku/kilkunasto kilometrową ścieżką rowerową, typowo poprowadzoną przez centrum miasta. Mimo wielu przejazdów przez jezdnię z sygnalizacją świetlną, podobała mi się atmosfera jazdy w mieście, wśród licznych innych rowerzystów. Ścieżka w Gdańsku była poprowadzona po czerwonej, gładkiej nawierzchni, choć w kilku momentach trzeba było zjechać na ulicę. Przejeżdżaliśmy też przez centrum starego miasta w Gdańsku. Było to akurat w Boże Ciało, więc na ulicach było pełno ludzi, co zmusiło nas do zwolnienia i podziwiania tego pięknego miasta.

W Rudnikach, jednej z 35 dzielnic Gdańska, przejeżdżaliśmy przez tereny przemysłowe ścieżką rowerową/ulicą. Od Przejazdowa aż do Wyspy Sobieszewskiej była długa, prosta, asfaltowa ścieżka rowerowa, która biegła wzdłuż głównej drogi, otoczonej polami. W końcu można było się porządnie rozpędzić, nie martwiąc się o zakręty czy zmianę nawierzchni. Dalej do Świbna, przez Wyspę Sobieszewską, również prowadziła ścieżką rowerową wzdłuż drogi.
W Świbnie znajduje się płatna przeprawa promem przez Wisłę, której ujście do morza znajduje się tylko kilka kilometrów dalej. Co ważne, prom kursuje tylko w okresie maj – wrzesień, w godzinach 7:00 – 21:00. W pozostałych miesiącach trzeba przejechać dodatkowo kilkanaście kilometrów, aby przejechać przez most. Przepłynięcie promem dla jednej osoby z rowerem kosztuje 8 zł.
Po przeprawie promowej w Mikoszewie rozpoczął się najpiękniejszy odcinek ścieżki rowerowej nad polskim wybrzeżem Bałtyku. Od tego momentu przez większość czasu jedzie się lasem. Pierwsze 17 kilometrów, aż do Sztutowa, trasa prowadziła bardzo szeroką, prostą, leśną ścieżką rowerową.
Jazda tamtędy była bardzo przyjemna, można się rozpędzić, mijaliśmy dużo wczasowiczów, a przez ulicę trzeba przejechać tylko co kilka kilometrów. W Jantarze oficjalna trasa EuroVelo 10/13 skręca na południe, jednak dalej do granicy wzdłuż wybrzeża prowadzi szlak “R10 Mierzeja Wiślana”.

W Sztutowie przejechaliśmy przez miasto i aż do Kątów Rybackich ścieżka rowerowa była poprowadzona wzdłuż głównej drogi, przez las z dużą ilością małych górek. Dalej ścieżka nadal wiodła lasem, aż dotarliśmy do przekopu Mierzei Wiślanej. Następnie jechaliśmy jednym z najpiękniejszych odcinków ścieżki rowerowej nad polskim wybrzeżem Bałtyku. Nie kłamię! Jeśli musisz przejechać rowerem tylko malutki fragment wybrzeża Bałtyku w Polsce, to wybierz się właśnie tutaj na Mierzeję Wiślaną! Za przekopem jechaliśmy cichym lasem, bardzo blisko morza, przejechaliśmy przez kilka górek, prawie cały czas drogą leśną, czasami szutrową. Kilka kilometrów za przekopem dojechaliśmy do najbardziej widowiskowego około kilometrowego fragmentu ścieżki, która prowadzi prawie przy samej plaży, ponieważ ścieżkę i plażę odgradza piękna róża pomarszczona. Kawałek dalej przy schronie turystycznym zaczęła się “asfaltowa” ścieżka, która już prowadzi do samej Krynicy Morskiej. Tego dnia niestety wieczorem w Krynicy złapała nas burza, więc, pomimo chęci i sił w nogach, musieliśmy zrezygnować z dalszego etapu i dokończyć naszą trasę następnego dnia.



9. Krynica Morska – granica polsko-rosyjska – Gdynia 110,7 km
Od Krynicy Morskiej do granicy polsko-rosyjskiej przez ok. 15 km prowadzi prosta, leśna, szeroka ścieżka. Granica to po prostu szlaban i siatka, która ciągnie się nawet przez plażę i wchodzi kawałek w morze. No i stało się, dziewiątego dnia 31 maja 2024, o godzinie 9:00, dojechaliśmy pod granicę polsko-rosyjską, do której jechaliśmy spod granicy polsko-niemieckiej nie omijając po drodze Półwyspu Helskiego 😉 W niecałe dziewięć dni zrobiliśmy 641,3 kilometrów rowerem!




Po krótkiej wizycie na plaży i po zrobieniu pamiątkowych zdjęć przy granicy musieliśmy wracać do Gdyni, gdzie mieliśmy już zarezerwowany nasz ostatni nocleg. Wracaliśmy dokładnie tak, jak przyjechaliśmy – niestety nikt na nas nie czekał na granicy z samochodem 🙂 Mieliśmy nadzieję, że uda nam się kawałek podjechać komunikacją miejską do Trójmiasta, jednak okazało się, że w autobusie może być tylko jeden rower, a nas było dwóch! Jedyny moment, kiedy trochę podjechaliśmy pociągiem, to odcinek z Żabianki w Gdańsku do Gdyni. Niespodziewanie, w ostatni dzień, pobiliśmy nasz życiowy rekord na rowerze – 110,7 km w ciągu jednego dnia. Do hotelu przyjechaliśmy wykończeni! Rano podjechaliśmy jedynie kilka kilometrów na rowerze na dworzec kolejowy w Gdyni, skąd mieliśmy pociąg powrotny na Śląsk.

Na sam koniec muszę dodać nikomu niepotrzebne statystyki, czyli ile widzieliśmy zwierząt podczas naszej wyprawy rowerowej przejeżdżając całe wybrzeże Bałtyku:
- 22 bociany,
- 11 czapli,
- 9 saren,
- 4 lisy,
- 3 dziki,
- 3 zające,
- 2 wiewiórki,
- 1 bażant.






